Muzykanci

Muzykanci, reż. Kazimierz Karabasz

film dokumentalny, 9 min., 1960 rok

 

Portret warszawskiego murarza na swą premierę musiał czekać dziewięć lat. Dopiero Sierpień ’80 spowodował zwolnienie z półki, na której film znalazł się w wyniku cenzuralnego zapisu. Krzysztof Kieślowski nakręcił dokument w ciągu jednego dnia – 1 maja 1972 roku. Jego kamera towarzyszy bohaterowi, począwszy od porannej toalety i wspólnego rodzinnego śniadania, poprzez udział w pierwszomajowej manifestacji, aż po tradycyjne spotkanie z kolegami po pochodzie. Kadry z odświętnie przystrojonym miastem kontrapunktowane są opowieścią robotnika o swoim życiu, nie tak entuzjastyczną i pełną ideologicznego żaru, jak pierwszomajowe transparenty.

– Miałem takie możliwości, że mogłem dalej zajść w życiu” – rozpoczyna swą opowieść. – Innych kierowałem na studia, załatwiałem szkoły, biorąc pod uwagę sytuacje kolegów, z którymi kiedyś pracowałem, są teraz kierownikami wydziałów w miasteczkach, są w centralach przemysłowych zagranicznych, niektórzy są dyrektorami zakładów pracy – kontynuuje.

Bohater filmu Kieślowskiego najpierw był murarzem, ale rzucił się w wir działalności społecznej. Był działaczem młodzieżowym, później aktywistą partyjnym, szybko awansował w strukturach organizacyjnych. „Mogłem zgody nie wyrazić, ale przede mną było życie” – uzasadnia swój wybór. A poza tym istniały w rodzinie lewicowe tradycje. Ojciec był „kapepowcem”, matka też należała do partii, w czasie okupacji w ich mieszkaniu odbywały się konspiracyjne zebrania, nawet sam Janek Krasicki składał w nim przysięgę.

Dość szybko zorientował się, że coś jednak jest nie tak, że „teoria mówi co innego, a praktyka co innego”. Przyznaje, że fanatykiem nie był, ale wierzył, iż to, co robi, jest słuszne. Starał się być uczciwy – i krytyczny – we wszystkim, co robił. Nastał rok 1956, w którym – jak wspomina – wszystko zostało „przewalone”, co go trochę zabolało. Wtedy poprosił o wyrażenie zgody na przejście do pracy w produkcji. „I wróciłem tam, skąd wyszedłem” – wspomina, jednak z pewną satysfakcją, dodając po chwili: „Bo człowiek układa tą cegłę, jakby jakieś klocki układał, jeden na drugim, i z tego coś wychodzi”.

Film kończy widok miasta z lotu ptaka oraz słowa bohatera: „Tą pracę widać, to można dotknąć, to jest ten kawałek roboty i to chyba dobrze jest, że człowiek tego życia nie zmarnował swojego”. Pojawia się plansza z napisem: „Nazywa się Józef Malesa. Mieszka w Warszawie. Ma 45 lat”.

Annette Insdorf, profesor z Uniwersytetu w Columbii, w książce „Podwójne życie, powtórne szanse. O filmach Krzysztofa Kieślowskiego” pisze:

„Uczestnicy pochodu wznoszą propagandowe okrzyki, lecz film skupia się na jednym cichym głosie. (…) Rzędy murowanych domów zdają sie potwierdzać konkluzję murarza: trwałość tego, co stworzył, daje mu poczucie, że nie zmarnował życia” (Kraków, 2001, s. 28).

Autor: Jerzy Armata, marzec 201