Kuratorzy

Tekst przewodni Doroty Paciarelli

Dyrektor programowa festiwalu, kuratorka sekcji Re:Interpretacje

ŚMIESZNE HISTORIE

Kiedy śmiali się Państwo w kinie po raz ostatni i z czego? Nam w ubiegłym roku nie było do śmiechu w czasie festiwalowych projekcji na Sokołowskim Festiwalu Filmowym Hommage à Kieślowski, ale też nie śmiech był celem, który nam przyświecał. Filmy takie jak Śmierć w Sarajewie Danisa Tanovića, Fuocoammare Gianfranca Rosiego, Bez końca Krzysztofa Kieślowskiego, Ja, Olga Hepnarova czy Adwokaci, mimo ich złożoności, spodobały się jednak naszej licznej widowni, choć w kontekście trudnych tematów powinnam napisać: poruszyły i otworzyły oczy na cierpienie i braterstwo. We mnie wywołały smutne uczucie, że europejska historia wolności, równości i braterstwa kończy swój bieg. W młodych widzach, po dyskusjach sądząc, potrzebę zmiany i niezgodę na budowanie płotów i zapór w Europie. Może prawdą jest, że w Sokołowsku i w ludziach rok w rok ściągających na wydarzenia organizowane przez Fundację Sztuki In Situ jest coś wyjątkowego i magicznego?

Podczas spaceru drogą przez park w stronę byłego sanatorium Dr. Brehmera i kina Zdrowie mój wzrok przykuwała ubiegłej jesieni przyklejona na latarni kartka z napisem „Kimkolwiek jesteś – życzę ci dobrze”. Lubię to przesłanie. To samo przesłanie zauważył pierwszego dnia festiwalu Krzysztof Piesiewicz, zdążając na spotkanie z widzami i dyskusję z niemieckim kolegą po fachu, Nicolasem Beckerem, z którym rozmawialiśmy o znaczeniu prawa i jego funkcjowaniu w „ołowianym czasie” lat 80., zawodzie adwokata obrońcy w procesach politycznych i roli kultury w życiu.

Kiedy festiwal dobiegł końca, pomyślałam, że w roku 2017 chcę koniecznie przypomnieć dwa filmy napisane przez Krzysztofa Piesiewicza i Krzysztofa Kieślowskiego, swego czasu nietrafnie odebrane przez część środowiska i krytyki filmowej. Żartobliwy i typowy dla Kieślowskiego komentarz na temat tego przyjęcia: trochę mnie poszczypali, ale nie za bardzo. Te dwa filmy to Trzy kolory: Biały (1994) i Dekalog, Dziesięć (1988/1989). Od razu przypomniał mi się też nakręcony w 1994 roku telewizyjny i wyświetlany także w kinach film Kazimierza Kutza pt. Zawrócony. Pomyślałam, że Zawrócony oglądany razem z Białym może młodszej widowni, nie pamiętającej przecież czasów Solidarności i tworzenia zrębów polskiego kapitalizmu, opowiedzieć coś ważnego o Polsce z tamtych lat, o ich rodzicach i dziadkach; że te dwa filmy z kapitalnymi kreacjami Zbigniewa Zamachowskiego o ludziach uwikłanych w konflikt z własnym sumieniem i zagrażające im utratą miłości, zaufania, poczucia braterstwa, uczciwości osobistej, w połączeniu z modną dziś ironią i humorem są zaproszeniem do ponadpokoleniowej rozmowy i przeżycia silnych emocji. Humor tych filmów, ukryta w nich gorzka prawda, ironia, także autoironia ich autorów i zastosowanie drwiny jako formy protestu, wreszcie last but not least niezapomniane i wzruszające kreacje aktorskie Zbigniewa Zamachowskiego wyznaczają ciekawy kierunek poszukiwań tegorocznej edycji festiwalowej. Minirestrospektywa filmów zrealizowanych z udziałem Zbyszka Zamachowskiego (jest ich 4) to nasze podziękowanie dla artysty za jego osobowość, humor, życzliwość i odwagę artystyczną, za sztukę kreowania bohaterów niby zwyczajnych, ale wyrastających ponad własne ograniczenia w wyjątkowych okolicznościach. Bohaterów z jednej strony typowo polskich, „naszych”, czasem – z drugiej strony – rozczulająco niezdarnych, zagranych tak, jakby bratem albo nauczycielem Zamachowskiego był Charlie Chaplin, z którym bywa przez krytykę polską i zagraniczną chętnie porównywany. Postać polskiego fryzjera, nieudacznika o przedziwnym nazwisku Karol Karol, zakompleksionego wobec eleganckich Francuzek i dość wstydliwego w sytuacjach damsko-męskich w filmie Białym, perypetie prostego i wierzącego w miłość i dobroć ludzi Tomasza Siwka, robotnika ze śląskiej elektrociepłowni w Zawróconym oraz postać Artura nie rozumiejącego, „skąd w człowieku bierze się chęć, żeby koniecznie coś mieć” w Dekalog, Dziesięć – doprowadzają do śmiechu przez łzy i wsparte delikatnie inscenizacyjnym mistrzostwem Kutza i Kieślowskiego, pracą kamerą, muzyką, montażem wywołują ową tajemniczą katharsis, o której pisze profesor medycyny Andrzej Szczeklik w swej książce Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki.

Bez naszych lokalnych i regionalnych partnerów, wolontariuszy i ludzi dobrej woli zaangażowanych w obsługę festiwalową i pomoc techniczną, bez zaufania rodziny reżysera i solidarności przyjaciół Krzysztofa Kieślowskiego, wsparcia kolegów z festiwali OFF Cinema w Poznaniu, Okiem Młodych w Świdnicy, pomocy naukowej i merytorycznej filmoznawców i kulturoznawców z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, profesora Mikołaja Jazdona, Piotra Pławuszewskiego, Rafała Koschanego, oraz życzliwości Stanisława Zawiślińskiego – pomysłodawcy żywego Archiwum Krzysztofa Kieślowskiego, prowadzonego przez Fundację In Situ, bez zaufania i sprawdzonej pomocy władz lokalnych z Sokołowska, jego mieszkańców, burmistrza Mieroszowa i prezydenta Wałbrzycha i wielu, wielu innych ludzi, w tym naszych rodzin i bliskich, siódmy Sokołowski Festiwal Filmowy Hommage à Kieślowski nie mógłby się jednak odbyć. To dzięki nim i widowni festiwal na cztery dni stanie się świętem kina na luzie, bez czerwonych dywaników, długich przemówień i gali, a do powagi życia, mądrości poradników na temat optymalizacji sfery seksu, pracy, wizerunku czy sukcesu odniesie się z przymrużeniem oka i dystansem.

Czym jednak jest sztuka ironii? Dla Milana Kundery każda powieść z definicji jest sztuką ironiczną, ale sztuka ta jest trudna do zdefiniowania. Jej prawda jest ukryta, niewypowiedziana i właściwie nie do wypowiedzenia. Ironia, według Kundery, drażni. Nie dlatego, że drwi i napastuje, lecz dlatego, że pozbawia nas pewności, odsłaniając niejednoznaczność świata. Nic nie jest tak niejasne, tak nieprzeniknione jak ironia, pisze Leonardo Sciascia, włoski pisarz i znawca ironii stosowanej przez bosów mafijnych, tych w białych kołnierzykach i garniturach Armaniego ze sfery klas wyższych i tych z samego dołu. Widoczne we wszystkich „śmiesznych historiach”, przewijających się na tegorocznym festiwalu w sekcji Hommage à Kieślowski, Re:Interpretacje Bez fikcji!, niedopowiedzenie prawdy, ukrycie jej przez sztukę ironii i autoironii ma na celu uniknięcie nieznośnej dzisiaj dla widza postawy moralizatorskiej i pozostawienie go samemu sobie z pytaniem, kto właściwie w tej historii ma rację, kto jest „żałosny”, kto „naiwny”, kto „nowoczesny”. Czy istnieje w filmach humor narodowy? Zabarwione pochodzeniem i kulturą, w której nas wychowano, specyficzne poczucie humoru środowiskowe lub regionalne? I czy rację miał Ionesco, gdy ogłosił, że europejska historia śmiechu kończy swój bieg? Czy istnieje chrześcijańskie poczucie humoru? I z czego wolno, a z czego według norm społecznych i kulturowych dzisiaj już śmiać się nie wypada?

Filmy, o ile ich twórcy są wrażliwi na to, co wokół nich, i zdolni dostrzec to, co ukryte, są niczym czuły sejsmograf. Rejestrują niedostrzegalne lub wymykające się naukowym analizom i politycznym prognozom zmiany zachodzące w nas, we wspólnotach, w społeczeństwach. Takich filmów szukaliśmy i takie filmy znaleźliśmy dla Państwa. Było ich bardzo wiele, ale nie wszystkie możemy – z różnych względów – pokazać. Te, które Państwo obejrzą w tym roku, świadczą o dobrej kondycji polskiego i europejskiego kina i ciekawym młodym pokoleniu reżyserów polskich, włoskich i czeskich.

Wybór filmów jest wyborem autorskim, zgodnym z naszym wewnętrznym imperatywem, który brzmi: pokazujemy, co nam się podoba i co jest warte rozmowy. Pokazujemy to z nadzieją, że spodobałoby się także Krzysztofowi Kieślowskiemu, gdyby siedział z nami w kinie, z pamięcią i szacunkiem dla jego osoby, postawy wobec ludzi i zawodu oraz artystycznego dorobku, który nam pozostawił po sobie. Pokazujemy, co nam się podoba, wierząc w to, że sztuka filmowa istniała, istnieje i zawsze będzie istnieć. Pokazujemy filmy nie tylko Krzysztofa Kieślowskiego, lecz i filmy jego kolegów, nauczycieli i twórców, którzy w różnym czasie mieli na niego wpływ. Czynimy to w przekonaniu, że czas nie jest zdolny przysłonić tej jasności, która je rozświetla. Pokazujemy filmy młodego pokolenia, które znalazło – po filmach sądząc – swój aktywny sposób niebrania świata poważnie.

W rozmowach z zaproszonymi reżyserami, scenarzystami i aktorami będziemy w tym roku rozmawiać o ich rozumieniu opowieści filmowej, o tym, czym według nich jest sztuka ironii i na czym polega humor w filmie i w życiu. Dlaczego tak trudno jest zrobić dobrą komedię, podczas gdy „smętny” dramat społeczny tworzy się łatwiej? Jak aktor wypracowuje efekty komiczne w scenie? I gdzie – zdaniem naszych gości – leży cienka granica oddzielająca ironię, humor, czułą radość od krzywdzącego innych rechotu, szyderstwa i pogardy z zamiarem zniszczenia w człowieku i być może i w widzach tego, co inne, wyjątkowe, odmienne, własne i niepowtarzalne, jednym słowem – ludzkiego Piękna. „Wyznaję wiarę dzisiaj niemodną, wiarę w człowieka” – wyznał kiedyś reżyser Krótkiego filmu o zabijaniuPrzypadku. Pokazując filmy o cierpieniu, o jałowości zuniformizowanego życia tzw. nowoczesnego człowieka i destrukcyjnej sile sprzecznego z wartościami chrześcijańskimi nacjonalizmu, idziemy tropem tego przesłania. Przykładami takich filmów fabularnych są: węgierski obraz Dusza i ciało w reżyserii Ildikó Enyedi (Złoty Niedźwiedź Berlinale 2017) prezentowany u nas przed wejściem filmu do polskich kin; serbskie Stado Nikoli Kojo z typowym bałkańskim humorem drwiącym z show-biznesu, mediów i polityki; Droga do Rzymu, debiut polskiego reżysera Tomasza Mielnika i czeskiego scenarzysty Vita Polacka; dotykający czeskiej traumy narodowej (traktat monachijski) obraz Zagubieni w reżyserii Petra Zelenki, jednego z najbardziej zaskakujących wirtuozerią i wyrafinowaniem formy narracyjnej twórcy europejskiego kina „z przymrużeniem oka”. W rozmowach z zaproszonymi reżyserami i scenarzystami, a w przypadku filmów z udziałem Zbyszka Zamachowskiego z nim, Kazimierz Kutzem i Krzysztofem Piesiewiczem, spróbujemy dowiedzieć się, jak oni widzą sztukę ironii i humoru, z czego się śmieją w kinie, jak pamiętają Krzysztofa Kieślowskiego i własną pracę nad filmami i czy być może dzisiaj opowiadaliby lub zagrali swe role inaczej. Dotkniemy również zagadnień z pogranicza nauki i kultury, m.in. w debacie publicznej organizowanej we współpracy z berlińskim stowarzyszeniem Krzysztof Kieślowski Forum e.V., wspierającym sztukę, kulturę i edukację kulturalną, oraz w rozmowach wokół filmów. Dzięki naukowej współpracy z UAM w Poznaniu mamy nadzieję zapalić młode pokolenie do uważniejszego oglądania filmów, spotkań z socjologią kultury i mediów, filmoznawstwem, psychologią i naukami o kulturze. Tomasz Kozłowski, młody socjolog kultury i publicysta m.in. „Odry”, na codzień kierownik Katedry Nowych Mediów i Edukacji w Collegium Da Vinci w Poznaniu podzieli się swymi uwagami o wynikach badań nad ironią i humorem jako formami protesu, a także nad przyczynami i skutkami prób „wyrwania się ze szponów happyterroryzmu w czasach hiperkapitalizmu”. Rozważaniami o znaczeniach (semantycznych) ciała w filmie i kulturze i o tym, jak filmy fizycznie oddziałują na nasze ciało i co się z nami dzieje, gdy je oglądamy, podzieli się z nami Rafał Koschany, doktor kulturoznawstwa UAM w Poznaniu, autor niedawno wznowionej książki pt. Przypadek. Kategoria egzystencjalna i artystyczna w literaturze i filmie, co-moderator spotkań festiwalowych.

Szczególnie cieszy nas na tegorocznym festiwalu obecność kina czeskiego. Starsi widzowie pamiętają doskonale czasy socjalizmu nierealnego i zabawne powiedzonko rzucane z westchnieniem, gdy sprawy w urzędach komplikowały się do granic absurdu bądź gdy nikt nie był w stanie zrozumieć tasiemcowych wywodów sekretarza partii czy kłótni sąsiadów na podwórku: „czeski film, czyli nikt nic nie wie”. Dzisiaj każdy ekspert PISF i co drugi polski producent, stęskniony za kinem dla ludzi, życzy sobie w kinie polskim właśnie czeskiego humoru. Czy „to coś specjalnego” w kinie czeskim, co wyczarowuje na twarzach widzów uśmiech, a w procentach może i zazdrość, że czescy twórcy potrafią nas rozśmieszyć, opowiadać ciepło, bez zadęcia i napinania się, a „nasi rodzimi” jakoś mniej? Jak wzorce kulturowe, sztuka, kultura, doświadczenia historyczne z wojną wpłynęły na czeski obraz świata w kinie? Kino z Czech, dzięki wspólnemu projektowi i partnerskiej współpracy festiwalu Hommage à Kieślowski z CFF: stowarzyszeniem czeskich klubów filmowych i naszym czeskim kolegą Petrem Vlckiem, polonistą i filmoznawcą kochającym polskie kino podobnie jak i my w Sokołowsku, czyli wiernie i bezgranicznie, zaprezentuje się, obok filmu Petra Zelenki Zagubieni i komedii Droga do Rzymu Tomasza Mielnika (absolwenta praskiej FAMU), kinową komedią Špina (Brud) Terezy Nvotovej i obsypanymi nagrodami dokumentem Normal Autistic Film (Zwyczajny autystyczny film) w reżyserii Miroslava Janka.

Od Mikołaja Gogola pochodzi cytowane przez Kunderę zdanie: „Jeśli tylko długo i uważnie przyglądać się jakiejś śmiesznej historii, staje się ona coraz bardziej smutna”. Mało który z austriackich reżyserów i komików potrafi wywołać to wrażenie lepiej od Josefa Heidera, gwiazdy austriackiego kina, autora tekstów kabaretowych i melancholika-perfekcjonisty, który w swym zaprezentowanym w ramach konkursu głównego na Berlinale 2017 filmie Wilde Maus gra inteligenta w potrzasku, mężczyznę po czterdziestce na granicy załamania nerwowego, gotowego na wszystko oprócz pozbycia się złudzeń na własny temat, prawdy. Wkurzony na społeczeństwo, młode pokolenie, swego szefa w redakcji pisma, w którym od lat prowadzi kolumnę muzyczną, planuje ze swym nowym kumplem, z którym kiedyś nie zamieniłby zapewne słowa, krok radykalny, absurdalny i odważny, ale czy go zrobi?

Siódma edycja Sokołowskiego Festiwalu Filmowego będzie dla widzów wytchnieniem od trudów codziennego dnia i spotkaniem z Innym, ale przede wszystkim świętem sztuki filmowej i hołdem dla jej twórców, którzy bawiąc nas (kino to przecież rozrywka, jak mawiał Kieślowski), pompują do mózgu tlen.

Świetlne błyski w Kinoteatrze Zdrowie (leczymy kinem!) i niebieskawa poświata nad konarami drzew w parku przez niesamowitą scenerię ruiny byłego sanatorium Dr Brehmera sygnalizują siedzącym przed ekranem widzom swoisty rytuał przejścia. Jest to moment, w którym każdy z nas na własne życzenie ze świata rzeczywistości przenosi się w sferę imaginacji, wykreowanej lub zaobserwowanej rzeczywistości, w obszar iluzji i tego, co potocznie nazywamy magią kina. Jest to stan porównywalny ze snem lub marzeniem na jawie. Wydobywane za pomocą światła, dźwięku, ruchu, gestu aktora, płynnych lub ostrych cięć montażowych, rytmu muzyki obrazy tworzą owe „bajki dla dorosłych”, jak nazywał swoje filmy żartobliwie Kieślowski, które na krótki czas porządkują nasz świat lub odwrotnie: burzą utarte przyzwyczajenia i zmuszają do refleksji. Różnorodność tematyczna, bogactwo rytmów i stylów prezentowanych produkcji złożą się na wielowątkową opowieść o życiu i jego przemijaniu, o cierpieniu i jego sensie.

Siódemka towarzysząca Hommage à Kieślowski w mitologiach i religiach świata uważana była za symbol związku czasu i przestrzeni, całości i dopełnienia. Miała zapewniać bezpieczeństwo, spokój i przynosić wytchnienie. Uchodzi, w przeciwieństwie do feralnej trzynastki, za liczbę szczęśliwą, szczególnie dla osób urodzonych pod znakiem Raka, jak Zbigniew Zamachowski, i Ryb. Z siedmiu barw składa się tęcza na niebie, powstająca wskutek załamania światła pod określonym kątem w kropli wody. Siedem barw tęczy według Isaaca Newtona: czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, indygo i fiolet tworzą na niebie łuk tęczy – symbol tolerancji i nadziei. Bez koloru indygo to symbol i flaga ruchu LGBT na całym świecie. Filmy tegorocznego festiwalu są także tęczowym łukiem. Łukiem tolerancji i otwartości, który łączy Sokołowsko z Europą i wszystkimi kinomanami świata.

Śmieszne historie nie muszą być błahe. Przekonają się o tym Państwo sami, odwiedzając nasz siódmy festiwal Hommage à Kieślowski, do czego w imieniu organizatorów, twórców prezentowanych filmów, kuratorów sekcji i naszych instytucjonalnych partnerów zapraszam Państwa, jak zwykle, bardzo serdecznie!

Dorota Paciarelli

Dyrektor programowy festiwalu

(C) Dorota Paciarelli, 18.07.2017. Wszelkie publikacje i użycie tekstu wymagają uprzedniej zgody jego autorki. Zastrzega się prawo do skrótów i zmian. Kontakt: dorotapaciarelli@outlook.com

Tekst przewodni Piotra Pławuszewskiego

Kurator sekcji dokumentalnej: Bez fikcji!

INTENSYWNA PRZESTRZEŃ ŻYCIA

Film dokumentalny: to on tworzy sekcję „Bez fikcji!” w ramach tegorocznej edycji festiwalu Hommage à Kieślowski. By ująć rzecz najprościej – zapraszamy widzów do spotkania z kinem nierzadko bezkonkurencyjnym w ilustrowaniu tego, co w życiu skomplikowane, niejednoznaczne, wolne od prostych interpretacji i scenariuszowych schematów. Proponowane tytuły dowodzą przy tym, że o artystycznym powodzeniu filmu przesądza przede wszystkim przemyślany koncept treściowy (o czym chcę opowiedzieć?) i realizacyjny (jak chcę opowiedzieć?). Dobry dokument – co nawet jeśli pobrzmiewa oczywistością, to mimo wszystko wartą przypomnienia – zawsze dąży do harmonijnego spotkania obu tych płaszczyzn. Świetnym tego przykładem jest polska część sekcji „Bez fikcji!” – mowa o dokumentach bardzo różnorodnych, i w metodach przyglądania się rzeczywistości, i w szukaniu w niej tematów wartych uruchomienia kamery. W parze z tą wielością idą też jednak pewne punkty styczne. Dwa aspekty są tu klarowne: wspomniane filmy łączy zarówno zbliżony, niedawny rok premiery (poza jednym wyjątkiem, pochodzą one z lat 2016-2017) oraz młody wiek twórców. Co jednak znacznie ważniejsze, wszystkie orbitują wokół przestrzeni, w których życie zyskuje (z różnych powodów) szczególną intensywność, a która odsłania się pod spojrzeniem cierpliwej, ciekawej świata kamery. „Jeżeli coś opiszesz, to wtedy dopiero możesz się nad tym zacząć zastanawiać” – twierdził Krzysztof Kieślowski. Właśnie takim opisem – dającym widzowi impuls, by uważnie przyjrzał się własnym życiowym przestrzeniom, choćby tym najbardziej prozaicznym i „codziennym” – są prezentowane dokumenty.

W tytułowym Domu Filipa Jacobsona pod egidą dwóch przedsiębiorczych sióstr schronienie zyskują mężczyźni o splątanych, trudnych do naprostowania życiorysach. Jest tu zawsze miejsce na życzliwe słowo, jednak nie na pobłażliwość wobec (zazwyczaj destrukcyjnych) nawyków. Nauka Emi Buchwald skrywa w sobie rozległe pokłady niewymuszonego komizmu, ale to w głównej mierze opowieść o tym, jak w rodzinnych wnętrzach rodzą się w młodych głowach pytania o świat: trudne, nieoczywiste, pełne naturalnej ciekawości. To samo wnętrze – czego ilustracją są Więzi Zofii Kowalewskiej – jest w kontekście starszego małżeństwa tłem bolesnych, ale i jakoś oczyszczających konfrontacji z mającą gorzki smak przeszłością, a dla bohaterki Pani Reny od aniołów Aleksandry Folczak terenem intensywnego bycia (ramię w ramię z mężem i legwanem) w cieniu choroby. Jeszcze inny typ przestrzeni to dom kultury w Aleksandrowie Kujawskim, którego mieszkańcy zachęceni zostali (w ramach konkursu) do twórczego zamanifestowania „postawy patriotycznej” – efektem jest kapitalne, bo dalekie od telewizyjno-reporterskiej sztampy, wejrzenie w mikroświat szczerych emocji i społecznych postaw wobec polskiego Święta Niepodległości. Ograniczmy z kolei przestrzeń do… stołu, a otrzymamy Trzy rozmowy o życiu Julii Staniszewskiej, w którym to filmie o sprawach ważnych i najważniejszych, patrząc sobie odważnie w oczy, rozmawiają matka i córka. „Kiedy człowiek pokona przestrzeń międzyludzką?” – pytanie sformułowane przez Stanisława Jerzego Leca dobrze ustawia rozmowę o polskim dokumencie na Hommage à Kieślowski 2017. Ściany, podłoga, sufit, łóżko, krzesła i stoły to tylko dekoracje. Najważniejszym elementem przestrzeni pozostaje dla młodych reżyserów człowiek – zawsze w relacji z drugim człowiekiem. Temat stary jak świat, w swych wariantach jednak niewyczerpany.

Sekcję uzupełnia (może lepiej: wzbogaca) spotkanie z dokumentem zagranicznym. Kino czeskie (mocno obecne w Sokołowsku już w ramach poprzednich edycji festiwalu) reprezentuje Zwyczajny autystyczny film Miroslava Janka, bezpretensjonalny w tonie portret kilkorga młodych ludzi z zespołem Aspergera. Reżyser nie chce ani edukować, ani grać na emocjach – woli oddać głos swoim bohaterom, wierząc, że to najlepszy sposób dotarcia do ich skomplikowanego, ale i fascynującego wnętrza. W dwóch odsłonach prezentuje się z kolei kino włoskie. W Crazy for Football: The Craziest World Cup Volfango De Biasi przygląda się pacjentom oddziałów psychiatrycznych – nie czyni tego jednak w szpitalnych murach. Jego bohaterowie tworzą bowiem drużynę piłkarską, wyruszającą na międzynarodowy turniej do Japonii. Film o sporcie? Niekoniecznie, bo znacznie ważniejsza okazuje się (uwieczniona przez obiektyw kamery) możliwość potwierdzenia swojej wartości czy, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, radość działania w zespole. Do odbiorczych wrażeń innego typu prowokuje Liberami w reżyserii Federiki Di Giacomo – świetny przykład kina, które do tematu budzącego kontrowersje (egzorcyzmy) podchodzi przede wszystkim z obserwacyjną ciekawością. Śledząc poczynania ojca Cataldo i ludzi szukających u niego pomocy, stykamy się nie z konwencją filmowego horroru, lecz trudnymi do rozumowego objęcia scenami ze „zwykłego życia”.

Podsumowując: zaproszone przez nas na tegoroczną edycję Hommage à Kieślowski filmy to okazja, by zanurzyć się w przestrzeniach albo nieznanych (dokument potrafi być tu dobrym przewodnikiem), albo teoretycznie znanych zbyt dobrze, by oczekiwać od nich zaskoczeń (a niekiedy wystarczy do tego nieoczywisty kąt spojrzenia). Oba warianty to wyzwanie rzucone widzowi, przede wszystkim temu, który oczekuje od kina inspiracji, a nie odpowiedzi. „Nie ma dla dokumentalisty gorszej sytuacji, niż zbyt wcześnie urodzone wnioski” – to klasyk polskiego dokumentu, Kazimierz Karabasz. Podpisujemy się pod tym, a wnioski w ramach sekcji „Bez fikcji!” niech się rodzą po seansach, po rozmowach z zaproszonymi twórcami, po namyśle.

Piotr Pławuszewski © 13.07.2017

Publikacja tekstu wymaga uprzedniej zgody autora

Tekst przewodni Mikołaja Jazdona

Kurator sekcji Hommage à Kieślowski

Z PRZYMRUŻENIEM OKA

W 1963 roku Václav Havel pisał w eseju Anatomia gagu: „Zmysł absurdu, zdolność do udziwniania, absurdalny humor – to prawdopodobnie za ich pomocą człowiek współczesny osiąga katharsis, jest to być może jedyny sposób jego «oczyszczenia» adekwatny do świata, w którym przyszło mu żyć”. Czy to stwierdzenie może mieć coś wspólnego z filmami Kieślowskiego? Czy jest w nich miejsce na humor? A jeśli da się z nich wysnuć jakąś „nić śmiesznego”, to czy oplata ona także filmy innych autorów, spowinowacone z utworami autora Personelu (1975)? Te i podobne pytania pragniemy w tym roku postawić w centrum podczas pokazów filmowych w sekcji poświęconej twórczości samego Kieślowskiego i autorom, których filmy na różny sposób są „spokrewnione” z patronem naszego festiwalu.

Oglądanie świata z przymrużeniem oka dotyczy tutaj przede wszystkim trzech filmów z udziałem Zbigniewa Zamachowskiego. Już Dekalog, Dziesięć (1988/1989), opowieść o demonie chciwości, można oglądać jako preludium do obrazu „nowych wspaniałych czasów” (nadchodzących po 1989 roku) ukazanych przez Krzysztofa Kieślowskiego i współscenarzystę jego filmów, Krzysztofa Piesiewicza, w Białym (1993). Warto popatrzeć na ten film jako na szczególną wariację na temat Dzisiejszych czasów (1936) Chaplina, tyle że made in Poland i to u schyłku stulecia. Aluzje do postaci Charliego włóczęgi bez trudu dają się odczytać w jeszcze jednym filmie z Zamachowskim w roli głównej, czyli Zawróconym (1994) Kazimierza Kutza. Ciekawe będzie obejrzeć te dwa filmy jako dzieła niejako wzajemnie się uzupełniające i „dośmieszające”. Jeszcze bardziej interesujące będzie spotkać się i porozmawiać ze współtwórcami tych dzieł: Zbigniewem Zamachowskim, Krzysztofem Piesiewiczem i Kazimierzem Kutzem.

Humor w świecie przedstawionym filmów Kieślowskiego obecny jest już w jego najwcześniejszych filmach. Jeśli nie skrzy się nim, to na pewno mocno migoce krótkometrażowy film fabularny Koncert życzeń (1967) z pamiętną finałową sceną, w której młody rolnik na rowerze (w tej roli sam Kieślowski), w bereciku z antenką na głowie i radiem tranzystorowym przy uchu, prowadzi środkiem szosy krowę na sznurku. Inną rolę, trochę mniej śmieszną – za to bardziej kojarzącą się z kinem Kieślowskiego, a może nawet z nim samym – gra w tym filmie Andrzej Titkow, kolega „Kiśla” ze szkoły filmowej. W 1970 roku wspólnie nakręcili – już całkiem na poważnie – dokument Byłem żołnierzem. Jeśli propagandowy przekaz w czasach PRL-u starał się usilnie osłodzić ciężar idącej w lata wojskowej służby zasadniczej, a historyczne przekazy o wojnie i jej „chłopcach malowanych” solidnie zaprawić patosem, to Kieślowski z Titkowem skutecznie ostrzegali, że „zabawy z bronią”, choćby w imię najszczytniejszych ideałów, zawsze okupione są czyimś cierpieniem, takim jak to, które dotknęło niewidomych weteranów z ich filmu. O obu utworach porozmawiamy po ich pokazie z Andrzejem Titkowem.

Wiosną tego roku PWSFTviT w Łodzi przyznała tytuł doktora honoris causa swemu wybitnemu profesorowi i znakomitemu dokumentaliście, Kazimierzowi Karabaszowi. To pod jego opieką młody Kieślowski nakręcił swój pierwszy film dokumentalny, Urząd (1966), a po latach tak powiedział o wpływie, jaki na niego miał autor Muzykantów (1960): „Dla mnie najważniejszym człowiekiem w Szkole był Karabasz. […] Karabasz był kimś w rodzaju wyroczni, palca, który pokazuje dokąd trzeba iść”. Czy istnieje jakiś związek między bohaterami wczesnych filmów dokumentalnych i fabularnych Kieślowskiego a dziewczyną z filmu Karabasza pt. Krystyna M. (1973), który umieściliśmy w programie naszej sekcji? Wydaje nam się, że tak. Jakieś szczególne powinowactwo, rodzaj podobnego spojrzenia na świat z ciepłym życzliwym i bardzo delikatnym uśmiechem wyłania się z filmów Karabasza i Kieślowskiego. Widać to też w poruszającym portrecie starego mistrza, jaki Andrzej Sapija odmalował swoją kamerą w pełnometrażowym dokumencie Intensywność patrzenia (2016), który w Sokołowsku będzie miał polską premierę. Andrzej Sapija, autor filmów o wielkich polskich artystach: Kantorze, Różewiczu, Opałce, spotka się w Sokołowsku z widzami po projekcji filmu o Kazimierzu Karabaszu.

Mikołaj Jazdon

(C) Publikacja tekstu wymaga uprzedniej zgody autora